d z i e c k o    w e    m g l e

Mam wrażenie, że stoję na środku opustoszałej drogi, którą spowiła mgła. Dookoła mnie wirują żółte liście. Czuje się taka mała. Taka słaba. Jestem tylko ziarenkiem pośród wielkiego Świata. Tylko kroplą, maleńkim kamyczkiem. Bo Świat jest taki ogromny. Wyciągam puste dłonie, tak niewiele mogę zrobić. Nawet nie potrafię sięgnąć zbyt daleko. Nie jestem pewna, w którą stronę iść. Nie wiem już, czy moje policzki są mokre od łez czy od mgły. Zupełnie sama stoję na pustej ulicy wśród jesiennej zawieruchy. Nade mną i przed, i za, jest tylko wielki, nieznany, nieszczęśliwy Świat. I jakby nic nie może tego zmienić…

Możecie wierzyć lub nie, ale od wielu już dni regularnie otwierałam plik i próbowałam pisać. I zamyślałam się nad pustą kartką. Nie trzeba już chyba nikomu opowiadać, że dużo się dzieje. Czy trzeba to w ogóle jeszcze komentować? Jasne, że się boje. A najbardziej o Świat. Dopadł mnie strach. Jego wielkie oczy codziennie mi teraz zaglądają w twarz. Są wszędzie. A może tylko w Internecie, a może tylko w telewizji. Może tylko w mojej głowie.

Nie wiem, czy oczekujecie komentarza. Nie mogłabym, nawet jeśli bym bardzo chciała tego omówić. Bo to byłby bardzo długi komentarz. Jednym zdaniem się nie da. Za dużo ważnych spraw jest teraz komentowanych. Trzeba by sięgnąć do historii, nie tylko Polski. Trzeba by zbadać dzieje człowieka od Adama i Ewy. Trzeba by wrócić przynajmniej do Mojżesza i Ludu Wybranego. Żeby zrozumieć co się teraz dzieje należało by poruszyć wszystkie dziedziny życia. Bo to tylko i aż wynik jakiś procesów, decyzji, (ha!) wyborów. To wszystko, tak myślę, sięga dużo głębiej niż nam się wydaje, niż nam mówią, niż widać. Gdyby to wszystko człowiek poznał, zbadał, zrozumiał chyba by tego nie pojął. To taki mój osąd. To nie znaczy absolutnie, że skoro nie rozumiemy co się dzieje mamy zaszyć się w swoim kokonie lęku.

…pusta ulica jest tak żałośnie cicha, mimo gdzieś oddalonego zgiełku Świata. Wiatr wyje i świszczy, rozpaczliwie tańczy wokoło. Mgła jakby nie miała siły odpuścić i tak płynie, zawieszona między niebem a ziemią. Moje włosy przyklejają się do spękanych ust. Jest w tym jakiś tragizm. Jest też w tej wizji, uczuciu czy wrażeniu jakaś szansa. A może tylko nadzieja, że moje puste dłonie otworzę przed Tym, który panuje nad Światem.

Stoję i krzyczę do Boga, do Stwórcy, do Pana Jedynego: przyjdź, uratuj swoje dzieci!

Komentarze (1)

Małgorzata - 5 listopada 2020 o 14:07 Odpowiedz

Amen

Wypowiedz się na temat wpisu