Rozważanie na XVIII Niedzielę Zwykłą

Pierwsze zdanie dzisiejszej Ewangelii opisuje reakcję Zbawiciela na wieść o śmierci Jana Chrzciciela. Jezus odpływa osobno, oddala się od tłumów pozostaje sam z przykrą wiadomością. Może potrzebuje czasu na oswojenie się z tym, że nie zobaczy swojego przyjaciela, krewnego, proroka? Może chce modlić się na osobności, polecać Bogu Ojcu zabitego Jana i błagać o odpuszczenie win dla zabójców proroka? Jezus nie przebywał długo sam, tłumy ludzi poszły za Nim. Czy Jezus w gniewie rozpędził zebranych? Nie! Czy ostentacyjnie okazywał swoje niezadowolenie, zgorszenie, smutek? Nie! Czy groził, krzyczał, odgrażał się, zapowiadał odpłatę za popełniony występek? Nie! Jezus zlitował się nad ludźmi, uzdrowił ich choroby, na koniec dnia w cudowny sposób przez ręce Apostołów rozdawał zebranym ludziom rozmnożony chleb i ryby. Spotykamy dziś Boga, który kocha i wybacza, który bez reszty oddaje siebie – najwyższe dobro – ludziom. Rozmnożenie chleba, to zapowiedź ofiary Eucharystycznej, zapowiedź ostatniej wieczerzy, na której Jezus zamieni chleb w swoje ciało i daje ten święty pokarm ludziom na zawsze. Tego pokarmu nie zabraknie dopóki będzie Kościół, będą kapłani, wierni, będą sprawowane Msze Święte na różnych ołtarzach na całym świecie. Jezus dając nam Siebie na pokarm, umacnia nas w naszym ziemskim życiu i pielgrzymowaniu, uzdrawia nas z chorób serca, duszy i ciała, oraz przygotowuje do świętego życia w Domu Ojca. Co do nas należy? Pójść za Jezusem, odszukać Go, trwać z Nim do końca, tak jak trwały tłumy ludzi do końca dnia.

W czasach Starego Przymierza, Pan Bóg przez proroka Izajasza obiecywał ludowi izraelskiemu opiekę, życie, pokarm do syta. Bóg chciał tylko jednego, nieustannie wzywał Naród Wybrany do słuchania Słowa Bożego. W wyniku ludzkich słabości i złych wyborów Izraelici niejednokrotnie oddalali się od Boga, nadmiernie troszcząc się o sprawy przyziemne, przysłowiowo „biorąc sprawy w swoje ręce”. To niebezpieczna droga, na końcu której może być stroma przepaść. My dziś stoimy przed takim samym wyborem. Albo bezgranicznie zaufamy Bogu, Jego Słowu, będziemy karmili się Ciałem Jezusa i umacniali się w życiu świętą mocą sakramentów. Albo będziemy jak Izraelici starali się poradzić sobie tylko własnymi siłami, pędzić za tym co światowe, oddalając od tego co Boże. Jak napisał w liście do Rzymian św. Paweł, nic z tego co ziemskie nie odłączy nas od Miłości Boga (Rz 8, 35. 37-39). Od tej miłości możemy oddalić się my sami, korzystając z danej nam wolnej woli i dokonując wyboru. Wybór naprawdę należy do nas.

Nie przejmujmy się zbytnio krzykiem i podszeptem złego coraz głośniej słyszanym w świecie. Każdego dnia wybierajmy drogę pójścia za i z Jezusem. On kochając nas bezgranicznie, udzieli nam potrzebnych łask i nakarmi swoim Ciałem. Przylgnięcie do Jezusa, każdorazowe pozostanie z Nim od rana aż do zmierzchu – to codzienne wzrastanie w wolności od tego co zabija nasze dusze i ciała oraz w wolności do życia wiecznego w niebie.

kleryk Mariusz Kowalski 

Komentarze (1)

Ee - 1 sierpnia 2020 o 17:54 Odpowiedz

Od rana aż do zmierzchu! Dziękuję za to rozważanie

Wypowiedz się na temat wpisu